


REBECCA CHAMBERS
Jest najmłodszą z oddziału S.T.A.R.S. gdzie jako medyk oraz osoba zabezpieczająca tyły jest istotnym elementem drużyny.
Po ucieczce z kompleksu szkoleniowego korporacji Umbrella i rozdzieleniu z Billym kontynuuje poszukiwania resztki swojej jednostki w posiadłości Oswela Spencera nie wiedząc, że wkracza w kolejny koszmar.
JILL VALENTINE
Jako doświadczona członkini elitarnej jednostki S.T.A.R.S., Jill Valentine zostaje wysłana na niebezpieczną misję ratunkową do rezydencji na obrzeżach Raccoon City.
Jej umiejętności oraz niezłomna determinacja stają się kluczowymi atutami w walce o przetrwanie w obliczu rosnącego ZAGROŻENIA.

Chris Redfield
odwaGA oraz determinacja jaką przejawia Chris wystawi go na ogromną próbę podczas tej misji.
Jego umiejętności bojowe i zdolność przetrwania czynią go kluczowym bohaterem w walce ze złem zagrażającym ludzkości.

Barry Burton
to weteran i jeden z najbardziej doświaczonych członków w szeregach S.T.A.R.S.
staje twarzą w twarz z koszmarem, który prześladuje opanowaną przez zombie posiadłość. Podczas walki o przetrwanie zaczynają wychodzić na jaw głęboko skrywane tajemnice, wystawiające na ciężką próbę jego moralność oraz lojalność wobec drużyny.

Albert Wesker
to lider zespołu aplha S.T.A.R.S.
Na pierwszy rzut oka wydaje się odważnym i charyzmatycznym przywódcą, jednak w rzeczywistości jest zimnym i bezwzględnym manipulatorem, który skrywa mroczne tajemnice związane z korporacją Umbrella.
Brad Vickers

to lider zespołu aplha S.T.A.R.S.
Na pierwszy rzut oka wydaje się odważnym i charyzmatycznym przywódcą, jednak w rzeczywistości jest zimnym i bezwzględnym manipulatorem, który skrywa mroczne tajemnice związane z korporacją Umbrella.

Krzyki bólu i cierpienia wypełniały jej głowę. Nie miała pojęcia jak w przeciągu kilku godzin miasto mogło pogrążyć się w takim chaosie. Nocne ulice rozświetlał wszechobecny ogień. Podrażnione dymem oczy ledwie rozpoznawały dobrze znane miejsca. W powietrzu unosił się niepokojący zapach palonego mięsa. Wszyscy wokół uciekali, ona też biegła szukając schronienia. Podświadomie jednak czuła, że już nigdzie nie jest bezpiecznie. Raccoon City upadało.
Zatrzymał ją ogłuszający pisk kobiety broniącej się przed dwoma napastnikami. Zdała sobie sprawę, że atakujący ją mężczyźni nie są już ludźmi. Wyciągnęła broń, to nie był czas na analizowanie, dobrze wiedziała gdzie wycelować. Dwa strzały dołączyły do masy dźwięków wypełniających dzisiejszej nocy ulice miasta. Czaszki mężczyzn rozleciały się na kawałki pokrywając krwią ich niedoszłą ofiarę. Przerażona kobieta uciekła i chwilę później zniknęła skręcając w którąś z bocznych alejek.
Jill opuściła pistolet. Światło lamp starego kina uświadomiły jej w której części miasta obecnie się znajduje. Przez jej głowę przepływało multum myśli, wspominała wydarzenia z willi Spencera. Nie wierzyła, że ten koszmar powrócił. Nie miała pojęcia co ma teraz z tym wszystkim zrobić. Z chwili zadumy wyrwała ją trójka zbliżających się w jej kierunku żywych trupów. Wycelowała i pociągnęła za spust. Nic, broń się zacięła. Monstra przyspieszyły, szare białka ich oczu nie zdradzały żadnych emocji, wiedziała jednak jaki jest ich cel. Spanikowana kopnęła z całej siły najbliższego z agresorów w kolano, usłyszała ostry dźwięk łamanej kości. Stwór wrzasnął przeraźliwie i nieprzerwanie sunął dalej wyciągając w jej kierunku zakrwawione ręce.
Przyparła do masywnych drzwi kina, próbowała odblokować pistolet jednocześnie szukając wzrokiem czegokolwiek co mogłoby stać się w tym momencie przydatne. Zauważyła wystającą ze śmietnika rączkę jednego z gadżetów promocyjnych rozdawanych przez firmę, która rządziła miastem i jednocześnie była odpowiedzialna za całe to wszechobecne piekło. Bez zastanowienia wyciągnęła parasol i w ostatniej chwili wbiła go w otwarte usta nacierającego na nią żywego trupa. Pomimo tego, że wciąż próbował jej dosięgnąć mogła przez chwilę trzymać go na dystans. W końcu zdołała uporać się z pistoletem. Krótki mechaniczny dźwięk odbezpieczenia i strzał prosto w głowę cuchnącej rozkładem kobiety, która w tym właśnie momencie usilnie próbowała wbić zęby w jej przedramię. Krew z pękającej czaszki rozbryzgnęła się pokrywając czerwienią wiszący na ścianie kina plakat filmu REPL Ressurection. Kolejno strzeliła w trzeciego napastnika, był nim pozbawiony żuchwy nastolatek. Na koniec dobiła mężczyznę z wbitym w gardło parasolem. Ciężar przewracającego się ciała sprawił, że osunęła się na podłogę. Ciężko oddychała, była zmęczona. Wiedziała jednak, że musi walczyć dalej…

Amadeusz Wierzgoń
MIEJSCE 1

Pierwszy raport z militarnej placówki eksperymentalnej
Imię Agentki: Regina
Udało mi się wedrzeć do wnętrza ośrodka badawczego z niebywałą łatwością. Po placówce militarnej spodziewałam się raczej ogłuszających wystrzałów i wojska uzbrojonego po zęby, jednak ku mojemu zdziwieniu ogarnęła mnie niekomfortowa cisza. Korytarze, które przemierzyłam były zupełnie puste i mimo działającej maszynerii, miejsce wydawało się opustoszałe wręcz od dawna. Stresująca wędrówka przez klaustrofobiczne korytarze wydawała się nie mieć końca, jednak moją uwagę przykuło pewne pomieszczenie, różniące się wyglądem od reszty pokoi. Na drzwiach widniało logo, czegoś na wzór parasola z drobnym dopiskiem na spodzie ,,Racoon City 2.0” Ostrożnie je uchyliłam z obawą, że coś może się kryć w ciemnych zakamarkach. Jedną ręką wymacałam włącznik światła na ścianie, nie spuszczając palca drugiej dłoni ze spustu. Pomieszczenie wypełniło się jaskrawym, zimnym światłem, a lampa delikatnie migała świadcząc o przepalonej żarówce. Wszędzie walała się rozmaita dokumentacja, a stosy akt piętrzyły się niemal po sam sufit. Moje zainteresowanie, poza stertą makulatury przykuła biało-czerwona parasolka, leżąca w kącie, zaraz przy ogromnej przyciemnianej szybie. Zupełnie taka sama jaka widniała na drzwiach... Na stole leżała nienaruszona fiolka z mieniącą się na fioletowo substancją. Starając się nie myśleć o tym dłużej, zaczęłam wybiórczo przeglądać raporty. Większość z nich zawierała wyniki badań, zgodnie z oczekiwaniami, zważając na to, że jest to ośrodek około naukowy, jednak nie sposób było pominąć w kółko powtarzającej się frazy. Wirus G, a dokładniej REPLika wirusa G.
Drugi raport z militarnej placówki eksperymentalnej
Imię Agentki: Regina
Nie jestem w stanie stwierdzić, gdzie obecnie się znajduję. Biegłam, ile sił w nogach, żeby uciec jak najdalej od tego czegoś. Mój raport może wydawać się nieprofesjonalny, jednak ciężko jest skleić jakiekolwiek zdanie, kiedy ledwo uszło się z życiem. Szyba, za którą kryła się ciemność okazała się być jedyną lichą barierą, chroniącą mnie przed odrażającym tyranozaurem z trzema parami oczu. Jak zdałam sobie z tego sprawę? Otóż, zegarek na mojej ręce przestał wyświetlać aktualny czas, a narastający poziom skażenia biologicznego. Zaraz po tym poczułam wibracje ciągnące od podłogi i usłyszałam mrożący krew w żyłach ryk. Chwilę po tym szkło z szyby zostało wybite i poleciało wprost na mnie. Upuściłam pistolet w przerażeniu. Centrala mówiła tylko o przechwyceniu celu, a nie walce z obślizgłymi gadami wielkości ciężarówki! Instynkt podpowiedział mi, aby rzucić się w stronę parasolki. Brzmi to głupio wiem, ale ta durna parasolka jest powodem, dla którego jeszcze żyje. Otworzyłam ją w ostatnim momencie, a ta osłoniła mnie przed skażoną, fioletową śliną tyranozaura. Oczywiście, kreatura pożarła ją bezmyślnie w mgnieniu oka, ale to dało mi wystarczająco czasu na ucieczkę. Spróbuje zebrać siły, jednak nie wiem czy dam radę kontynuować tą misję.

MIEJSCE 2
AMELIA TARNAWA

Raccoon City konało. Ruiny, ogień i smród rozkładu wypełniały powietrze. Miasto nie upadło w wyniku ataku-ono zostało zakażone od środka. Eveline, eksperyment stworzony przez Umbrellę, miała tylko jedno pragnienie: rodzinę. Ale gdy ci, którzy ją stworzyli, zdradzili ją i próbowali zniszczyć, coś w niej pękło. Jej świadomość dojrzała. Jej pragnienie miłości przekształciło się w potrzebę zemsty. Potrzebowała nie miłości… a zagłady tych, którzy ją wykorzystywali. W ruinach jednej z opuszczonych podziemnych placówek Umbrelli odkryła parasolkę emitującą dziwna aurę-sekretną gałąź, nad symbiozą biobroni. Wykonana była z nanobiologicznego stopu. Parasolka nie była tylko symbolem-była tym, czego potrzebowała, wszystkim czego na tamtą chwilę pragnęła. Eveline poczuła, jak coś ją do niej przyciąga, jakby ta rzecz ją wołała, a blask, światło które z sekundy na sekundę wydawało się bardziej żywe, jedynie sprawiało, że Eveline chce ją posiąść jeszcze bardziej. Dotknęła jej. I wtedy się zaczęło. Nanocząsteczki z parasolki przeniknęły do jej organizmu, splatając się z jej molekułami zgnilizny. W tej sytuacji zgnilizna stworzyła coś na znak kruka. Jego oczy pokazywały jedynie brak duszy, a jednak istniała, by strzec owej parasolki. Moce Eveline zostały tak ulepszone, że mogła posiąść każdego kogo chce, nawet umarłych. Mogła stworzyć rodzinę tak wielką, że nikt jej się nie przeciwstawi. Każdy umarły widział jej oczami, czuł jej gniew, wykonywał każdy rozkaz z perfekcyjną precyzją. Parasolka nie tylko dała jej moc-dała jej świadomość sieci, jakąś formę boskiej obecności. Eveline przestała być samotna.
Stała się centrum umysły roju. Gdy wyszła na powierzchnię, niebo już płonęło. Macki zgnilizny przebiły się przez ziemię i otulały budynki, niczym martwe winorośle. Ziemia drżała, jakby miasto samo chciało umrzeć, nie mogąc znieść ciężaru tej nowej Bogini. Tłum zainfekowanych ruszył naprzód. Ich twarze były zdeformowane, ale w ich oczach było widać jedno: uwielbienie. Drużyna REPL otrzymała zgłoszenie o zagrożeniu dla całego świata. Natychmiast postanowili działać, nie spodziewając się, jak poważna będzie sytuacja. Michał i Kamil badali zniszczenia spowodowane przez Eveline. Z każdą minutą było coraz gorzej, liczyła się każda sekunda. W tym czasie Artur, wraz z Przemkiem, Marcinem i Pauliną planowali, jak pokonać potężny byt. Jedynym rozwiązaniem był projekt, który nie został dokończony. Kryptonimem tego wynalazku był „Projekt Parasol”, który czerpał esencję z samego parasola, którym posługiwała się Eveline, oraz esencją całej drużyny. Nie było już nic do stracenia. Grupa wolała, by wszystko skończyło się łagodnie, zamiast w męczarniach, jakie przynosiła Eveline. Stało się-czas cofnął się do czasu narodzin Eveline, oraz narodzin samej drużyny REPL. Zostali stworzeni, by znów przygotować się do pracy nad wynalazkiem, oraz ponownym zgładzeniu Eveline.
Michał Urban

MIEJSCE 3

Leon i Ashley opuścili mury kościoła przez masywne, drewniane drzwi i przenieśli się na teren okalającego tę upiorną świątynię cmentarza. Powietrze było ciężkie od deszczu, który lał się z nieba od kilku godzin. Ashley dostrzegła tuż przed wejściem leżący na mokrej, kamiennej posadzce przedmiot - czerwono-białą parasolkę i dołączony do niej na sznurku pożółkły skrawek papieru z jej imieniem. Ku nieuwadze Leona dziewczyna podniosła parasol i choć w ciemności budynku kościoła przyszło jej to z trudem, przeczytała napis wygrawerowany na szkarłatnym uchwycie parasola. Właściciel przedmiotu włożył sporo wysiłku by ukryć litery - ledwo widoczny napis Umbrella Corporation został kilkukrotnie przecięty nożem, a obok niego wyryto cztery drukowane litery - REPL. Chwytając delikatny kawałek papieru, Ashley zapoznała się z nakreśloną rozmytym od wilgoci tuszem wiadomością:
Nie rozstawaj się z tą parasolką ani na krok. Gdy wydostaniecie się z kościoła
i wyjdziecie na otwartą przestrzeń od razu ją rozłóż, ma wtedy najdokładniejszy sygnał. Ukryłam w jej rączce lokalizator, przekaże on informacje o Waszym położeniu.
Twój towarzysz podróży, a mój stary znajomy zapewne będzie miał wątpliwości
co do moich dobrych zamiarów, nie winię go za to. Nie zamierzam natomiast biernie obserwować kolejnych szaleńców uśmiercających niewinnych. Doświadczanie skutków ich działań w Raccoon City było wystarczające.
A.
-
Zobacz. Z tej wiadomości wynika, że Twoja znajoma próbuje nam pomóc - powiedziała Ashley, podając karteczkę Leonowi.
Mężczyzna szybko zapoznał się z treścią enigmatycznej wiadomości. Pierwsze o czym pomyślał, to że największą ironią losu byłoby udane wezwanie pomocy i ratunek za pomocą parasola należącego wcześniej do Umbrelli. W dodatku podrzuconego przez Adę - choć nie miał pojęcia jaki jest cel jej wyprawy w to miejsce, przeczuwał, że nie miałaby powodu by krzywdzić Ashley. Sygnał umieszczony bezpośrednio w tym parasolu może być silniejszy niż jego gubiący częstotliwość nadajnik w radio. Istniała też opcja, że lokalizator miał przyspieszyć wykrycie ich obecności przez wroga. Leon nie mógł jednak długo dywagować nad wyborem. Usłyszał powoli nadciągające spośród drzew wokół cmentarza ciche kroki i opętańcze pomrukiwania, które wybrzmiewały niebezpiecznie blisko. Blask pochodni niesionych przez kiedyś ludzkie sylwetki malował na drzewach upiorne, ostre kształty, a przemoknięte od deszczu podłoże odbijało w wodzie światło i zarysy poruszających się postaci. Musieli jak najszybciej przemieścić się w stronę zamku, a odpowiedni czas, by użyć parasola na otwartej przestrzeni mógł przeminąć w mgnieniu oka. Leon chwycił rękę Ashley i przyspieszył kroku przez cmentarz. Mijając zapadające się w ziemi rzeźbione nagrobki, kierowali się w stronę przeciwną od rozlegających się demonicznych głosów. Deszcz wzmógł się niemiłosiernie, krople z nieba uderzały w nich z coraz większą intensywnością. W odległej części lasu dobiegło ich słabo słyszalne wycie wilków.
-
Mamy doborowe towarzystwo. Otwórz parasol, będę Cię osłaniał. Jeśli lokalizator nie zadziała, to ustrojstwo spełni chociaż swoją podstawową funkcję - odparł Leon.
Dziewczyna otworzyła czerwono-białą parasolkę i trzymała kurczowo przedmiot, kiedyś należący do Umbrella Corporation. Leon spoglądał prosto w otaczającą ich czerń lasu, szukając wzrokiem pośród ściany deszczu potencjalnego źródła zbliżającego się niebezpieczeństwa. Rączka parasola wydawała miarowy elektroniczny dźwięk. Bohaterowie cicho stąpali po mokrej powierzchni terenu cmentarza, zmierzając w stronę zamku.

Aleksandra Grelak
WYRÓŻNIENIE

Jedną z niewielu stałych w życiu Leona S. Kennedy’ego są trudne finały. Szczególnie takie, od których zależą losy ludzkości. Ważne w tych momentach jest opanowanie, zimna krew i wyrzutnia rakiet. Leon na palcach jednej ręki mógłby policzyć chwile, w których bardzo przydała mu się bazooka. Pierwszy raz wydarzył się pamiętnego 30 września 1998 roku w Raccoon City. Kiedy nadszedł czas finałowej bitwy z potężnym wrogiem, wyrzutnia spadła świeżo upieczonemu policjantowi z nieba. To chyba był cud, bo jak pewnie wszyscy wiemy, taka pomoc okazała się niezastąpiona.
Drugim takim momentem mógłby być ten sprzed chwili. Lord Saddler, przyjmując swoją ostateczną formę, wydawał się niemożliwy do pokonania. Agent specjalny, nauczony doświadczeniem, z pewnością zdawał sobie sprawę, że jego szczęście powoli się wyczerpuje. Jednak nie był on sam w dokach.
Ada Wong, w szybkim tempie, pokonywała kolejne przeszkody, kolejnych przeciwników, kolejne piętra konstrukcji, aby pomóc Leonowi. Czas mijał nieubłaganie, a wrogowie za punkt honoru postawili sobie pokonanie kobiety. Wreszcie Adzie udało się dotrzeć na sam szczyt, gdzie powinna czekać na nią wyrzutnia rakiet, którą ona powinna zrzucić Leonowi, aby raz na zawsze pokonać wielkie monstrum, jakim Saddler się stał. Jednak to, co ukazało się jej oczom, w niczym nie przypominało bazooki!
Na skrzyni, której znakiem charakterystycznym był wielki, czerwono-biały napis „REPL”, leżała… parasolka?
„Czyżby Wesker jej zapomniał?”, pomyślała Ada, porównując wygląd przedmiotu z logiem pewnej organizacji, dla której Albert pracował. No tak, przecież w tych rejonach niedawno padało, a jej boss nie był człowiekiem, który tolerowałby przemoczone ubrania.
Ale jeśli to parasolka Weskera, to może… To może przyda się Leonowi w walce?
Kennedy został postawiony pod ścianą. Amunicja się kończyła, nawet strzelba ulepszona na maksa nie dawała rady.
„Musi być coś, co poradzi sobie z tym potworem”, myślał Leon, powoli tracąc nadzieję. Jednak wtedy wydarzył się cud – dokładnie tak, jak kilka lat temu w Raccoon City. Z nieba spadła mu… parasolka.
Parasolka?
Przecież nie pada!
Instynkt i pamięć mięśniowa podjęły działanie zanim Leon mógł przemyśleć, co może zrobić z niespodziewanym narzędziem. Szybki zamach wystarczył, aby czubek parasolki znalazł się w oku ostatecznej formy Lorda Sadlera.
Agent zaniemówił, Ada zaniemówiła, Lord Sadler też się nie odzywał. Jednak już po chwili zmutowana forma zaczęła umierać, wijąc się i odrzucając Leona, który po uderzeniu w ziemię na kilka minut stracił przytomność. Kiedy zaczął ją odzyskiwać, zobaczył światło, a potem Adę, która zrobiła to, w czym była najlepsza – pożyczyła (ukradła) ważną próbkę.
Pewnie zastanawiacie się, jak skończyła się ta historia. Czy wspomniana parasolka należała do Weskera? Czy Ada zapytała swojego już ex szefa o ten niespodziewany przedmiot? Czy Leon uratował Ashley? Czy to wszystko w ogóle się wydarzyło? Już spieszę z odpowiedzią. Wszystko skończyło się tak, jak zostało to napisane w scenariuszu, a historii tej parasolki i tak byście nie zrozumieli.

WYRÓŻNIENIE
Dominika Matuszyk

