Spędziłem trzy godziny z Resident Evil Requiem!
- projektparasol

- 3 dni temu
- 6 minut(y) czytania
Hej, z tej strony MrREVIL. Na moment przejmuję nasze sociale, aby na gorąco podzielić się z Wami wrażeniami z przedpremierowego pokazu najnowszej odsłony serii.

Na bazie mojego tekstu przygotowałem dla Was obszerny materiał wideo, który właśnie wylądował na kanale Projekt Parasol. Znajdziecie w nim niepublikowane dotąd fragmenty gameplay'u oraz nowe sceny przerywnikowe, wzbogacone o mój komentarz. To najlepsza okazja, by na własne oczy zobaczyć mechaniki, o których tutaj wspominam. Co ważne unikam kluczowych spoilerów fabularnych. Jeśli jednak chcecie odkrywać tajemnice Requiem całkowicie na własną rękę, polecam poprzestać na tym wpisie lub wrócić do naszego filmu na kanale dopiero po premierze.
Dzięki uprzejmości Capcom Polska oraz zaproszeniu od firmy CENEGA miałem okazję przedpremierowo spędzić z grą aż trzy godziny. W tym czasie rozegrałem na PlayStation 5 Pro rozbudowany segment poświęcony Grace oraz starłem się z wieloma zainfekowanymi jako Leon. W tym tekście celowo unikam kluczowych spoilerów fabularnych. Jeśli jednak śledzicie zwiastuny i moje poprzednie filmy o Requiem, dla zachowania spójności wspomnę tylko, w którym momencie przeplatają się ścieżki głównych bohaterów.

Na sam początek ważna informacja dla wielu z Was: Resident Evil Requiem oficjalnie posiada polskie napisy.

Przed samym startem poinformowano nas, że ogrywany fragment został ustawiony na standardowym poziomie trudności odpowiednio wyważonym pod kątem narracji oraz wyzwania płynącego z rozgrywki. Oczywiście w pełnej wersji pojawią się wyższe stopnie trudności dla najbardziej hardkorowych graczy. Segment, który sprawdzałem wraz z innymi obecnymi na pokazie, rzuca nas prosto w głąb kliniki, pozwalając na szerszy wgląd w to, jak zaprojektowano tę lokację. Pozorna sielanka i spokój podczas eksploracji korytarzy pryskają niczym bańka mydlana w ułamku sekundy. Już po chwili pojawia się pierwszy zainfekowany, który funduje nam iście „wybuchowe” wejście, gdzie rzuca się na Leona z piłą mechaniczną w dłoniach. To właśnie w tym momencie gra oddaje nam stery, pozwalając na własnej skórze poczuć ciężar starć i nową dynamikę walki.

Jeśli martwiliście się o powrót do stylu rozgrywki z Resident Evil 6, możecie odetchnąć z ulgą. W Resident Evil Requiem otrzymujemy pełną swobodę w wyborze perspektywy. Zarówno Leonem, jak i Grace możemy sterować z klasycznym widokiem zza pleców (TPP) lub bezpośrednio z oczu bohatera (FPP). Co ważne, przełączanie się między trybami jest dostępne w każdej chwili z poziomu menu opcji, co pozwala dostosować styl rozgrywki do własnych preferencji. Zabawa Leonem bazuje na fundamentach Resident Evil 4 Remake, ale dorzuca do tego więcej walki wręcz. System jest przemyślany: to my decydujemy, jak wyczyścimy pomieszczenie. Trzymając przeciwników na dystans oddając precyzyjne strzały, wykorzystując umiejętności walki w zwarciu lub tego, co nawinie nam się pod rękę. Dzięki świetnej reakcji przeciwników na obrażenia możemy ich strategicznie osłabiać, a następnie dobijać potężnym kopniakiem lub widowiskowym cięciem toporka Kennedy'ego. Leon to w końcu profesjonalista w swoim fachu. Istna maszyna do eliminacji zombiaków, a granie tak doświadczonym protagonistą daje mnóstwo satysfakcji. Gdy uporamy się z pierwszą większą ekipą zarażonych Kennedy napotyka na swojej drodze Grace. Fragmenty tej sceny są widoczne w najnowszym trailerze oraz zamieszczone w ostatnim showcase.

W trakcie sceny przerywnikowej niemal niezauważalnie przejmujemy stery nad młodą Ashcroft. Kontrast względem Leona jest kolosalny. Zgodnie z obietnicami Capcom'u, fragmenty Grace to powrót do korzeni survival horroru. Błądząc po mrocznych korytarzach kliniki, od razu czujemy ogromną presję. Tutaj nie ma miejsca na otwartą walkę. Wąskie przejścia i deficyt zasobów zmuszają do błyskawicznej nauki nowych zasad przetrwania. Amunicji jest jak na lekarstwo, a każdy pocisk jest dosłownie na wagę złota. Bez planowania, skradania się i wykorzystywania otoczenia, pierwsze podejście może okazać się brutalną lekcją pokory.



Grace ma jednak kilka asów w rękawie. Oprócz standardowego pistoletu czy ciężkiego rewolweru od Leona dziewczyna potrafi wykorzystać krew samych zainfekowanych. Zakradając się do oponenta lub wykorzystując moment jego ogłuszenia, Ashcroft może użyć aplikatora ze specjalną mieszanką substancji, by wyeliminować wroga raz na zawsze. Mechanika ta budzi silne skojarzenia z systemem Crimson Headów z remake'u pierwszej odsłony. Tam musieliśmy spalać zwłoki nieumarłych, by nie powróciły, a tutaj powalony przeciwnik może wrócić do życia więc w naszym interesie jest aby pozbyć sie go raz, a dobrze. Na materiałach wideo, mechanika ta może wydawać się nieco specyficzna, a nawet kuriozalna, ale zapewniam Was, że ma ona mocne uzasadnienie fabularne, które odkrywamy wraz z postępami w grze.

Choć mamy do czynienia z klasycznymi zombie, to w wydaniu Resident Evil Requiem są one zupełnie inne od tego, do czego przyzwyczaiły nas starsze odsłony. Przeciwnicy zachowują tu pierwiastek człowieczeństwa, a pod zgniłą powłoką wciąż tli się cząstka ludzkiej natury. Zainfekowani wykonują proste czynności jak gaszenie światła (co bywa dodatkowym utrudnieniem), mamroczą pod nosem, wypowiadają pojedyncze słowa, a czasem okazują skrajne emocje lub wpadają w niekontrolowany amok. Poza standardowym „mięsem armatnim” trafiają się też unikalne warianty zarażonych, których zachowanie potrafi zaskoczyć. Ta nieprzewidywalność i realistyczne reakcje na działania gracza to jeden z najmocniejszych punktów nowej odsłony.



Eksploracja kliniki mocno przypomina wizytę na posterunku w Raccoon City czy w rezydencji Spencera. Budynek jest ogromny, nieliniowy i pełen sekretów. Lwią część czasu, obok walki, poświęcamy na poszukiwanie zasobów i przedmiotów kluczowych dla progresu. Weterani natychmiast wyłapią liczne nawiązania do klasyki jak choćby zagadkę z symbolami gwiazd z pierwszej odsłony.

Powracają kultowe skrzynie na przedmioty oraz maszyny do pisania, którym towarzyszy kojąca muzyka. Ciekawym zapożyczeniem z „siódemki” są monety, służące do otwierania skrytek z ulepszeniami, gdzie znajdziemy w nich aplikatory zdrowia czy torby powiększające ekwipunek Grace.

Całość dopełniają świetnie napisane notatki, więc fani staroszkolnego pogłębiania historii będą w pełni usatysfakcjonowani.

Niestety, ze względu na ograniczenia czasowe, nie zdołałem w pełni ukończyć segmentu Grace. Na pół godziny przed końcem pokazu mogliśmy sprawdzić inną sekcję z Leonem, który w klinice musi dostać się do biura Gideona. Zanim jednak tam dojdziemy na poddaszu kliniki dochodzi do konfrontacji z bossem. Zmutowanym pacjentem, agresywnym, przerośniętym monstrum, które mogliście przez chwile zauważyć podczas ostatniego showcase’u. Tak przy okazji budził moje skojarzenia z opasłymi zarażonymi z szóstej części, ale w Requiem spotkania z nim są o wiele ciekawsze. Wykorzystując wyposażenie, musimy wpakować w niego sporą ilość ołowiu, jednocześnie unikając bezpośredniego starcia, które mogłoby skończyć się tragicznie. Jest niezwykle intensywnie dokładnie tak, jak na segmenty Leona przystało. Po ubiciu maszkary Kennedy może odblokować szafki w korytarzach, których Grace nie była w stanie sforsować, oraz zyskać dostęp do pomieszczeń wcześniej dla niej niedostępnych. Sam Kennedy oczywiście nie zawodzi i w swoim stylu potrafi rzucić „sucharem” w najbardziej napiętym momencie, co z pewnością ucieszy każdego fana jego postaci.

Oprawa graficzna na Playstation 5 Pro robi świetne wrażenie. Autorski silnik Capcom po raz kolejny pokazuje klasę, zapewniając płynną i stabilną rozgrywkę. Przez całe trzy godziny nie uświadczyłem żadnych spadków czy glitchy. Pamiętajcie jednak, że testowałem grę na najmocniejszym sprzęcie na rynku, więc trudno mi zagwarantować, jak tytuł ten zaprezentuje się na bazowych modelach konsol. Choć o samą płynność na standardowym Playstation byłbym raczej spokojny, to twórcy z pewnością musieli pójść na pewne ustępstwa wizualne.

Jeśli chodzi o udźwiękowienie, mam pewien niedosyt. O ile do samej siły wystrzałów, świetnego voice actingu czy odgłosów zombie nie mam najmniejszych zastrzeżeń, o tyle muzyka tła wydawała się niemal niesłyszalna. Oczywiście ona tam jest, ale brakuje na ten moment wyrazistości. Nie zapada w pamięć tak, jak kultowe motywy z posterunku policji czy gęsty, niepokojący ambient, który towarzyszył nam w niektórych momentach Resident Evil Village. Warto jednak nadmienić, że grę sprawdzałem w pomieszczeniu przy kilku innych osobach, co mogło wpłynąć na odbiór ścieżki dźwiękowej. Z ostatecznym werdyktem wstrzymam się więc do premiery, gdy będę mógł zanurzyć się w tym świecie w domowym zaciszu.

Skoro zacząłem już wyłapywać pewne mankamenty, przejdźmy do moich obaw. Największy znak zapytania stawiam przy sposobie prowadzenia narracji. Niektórzy gracze mogą mieć problem z tym, jak drastycznie zmienia się tu tempo akcji. Zastanawiam się, czy lepszym rozwiązaniem nie byłoby rozdzielenie losów bohaterów na dwie osobne kampanie, zamiast przeplatać je w ten sposób.

Pod względem samej rozgrywki również trudno mówić o rewolucji w serii. To raczej sprawdzone formuły poddane drobnym szlifom. Przeciwnicy wciąż operują na dość czytelnych schematach i w momencie, gdy poznamy już ich ruchy oraz ścieżki, stają się łatwym celem dla bardziej doświadczonych wyjadaczy survival-horroru.

Chciałbym powiedzieć Wam znacznie więcej i wierzcie mi, widziałem wystarczająco, by mieć o czym opowiadać, ale na głębszą analizę przyjdzie jeszcze czas. Mimo to przed nami wciąż mnóstwo pytań bez odpowiedzi, a Resident Evil Requiem zdaje się skrywać znacznie więcej tajemnic, niż moglibyśmy przypuszczać.

Moje trzy godziny z tym tytułem to zaledwie skrawek tego, co czeka w mrocznych zakamarkach kliniki, a samo Raccoon City wciąż nie odkryło przed nami wszystkich kart. Najnowsza odsłona serii stoi na solidnych fundamentach, które jako fani doskonale znamy i uwielbiamy.

Capcom odważnie wprowadza nowe mechaniki, ale robi to z takim wyczuciem, że duch serii pozostaje nienaruszony. Choć niektóre rozwiązania mogą początkowo budzić Wasz dystans, uważam, że warto dać tej grze kredyt zaufania. Jeśli z sentymentem wracacie do klasyki, tęsknicie za staroszkolnymi zombie i chcecie poznać kolejny rozdział historii Leona, poczujecie się tu jak w domu.

Dziękuję Wam za uwagę, a ekipom Capcom Polska oraz Cenega za możliwość przedpremierowego sprawdzenia gry. Jeśli macie jakiekolwiek pytania dotyczące Resident Evil Requiem, chętnie odpowiem na nie w komentarzach. Dzięki za uwagę!
WIĘCEJ ZDJĘĆ






























Komentarze