30 lat Resident Evil!
- projektparasol

- 5 godzin temu
- 5 minut(y) czytania
Dziś świętujemy wyjątkowy dzień. Dokładnie trzy dekady temu, 22 marca 1996 roku, w Japonii zadebiutowała pierwsza część serii, która na zawsze zmieniła oblicze horroru w grach. Amerykańska premiera odbyła się 8 dni później, natomiast w Europie musieliśmy czekać na nią aż do 1 sierpnia 1996 roku.

Co ciekawe, równo 24 lata temu, również 22 marca, premierę miał kultowy remake, który do dziś dla wielu jest niedoścignionym wzorem odświeżania klasyki.

Resident Evil otworzył zupełnie nowy rozdział w historii Capcom i do tej pory łączy graczy z całego świata. Z tej okazji ekipa Projekt Parasol przygotowała dla Was coś specjalnego. Dzielimy się osobistymi historiami o tym, jak zaczęła się nasza przygoda z serią, za co najbardziej cenimy te gry oraz która odsłona jest naszym absolutnym numerem jeden.

Lusia
Moja przygoda z tą serią zaczęła się od taty. Pamiętam, jak podglądałam, kiedy grał w Resident Evil 2 i Resident Evil 3 Nemesis. Traktowałam te jego rozgrywki niemal jak dobranockę. Pasja wróciła z dużą siłą lata później, kiedy na dobre wsiąkłam w gaming. Dopiero wtedy samodzielnie wkroczyłam do Raccoon City i tak narodziła się miłość do serii, która trwa do dzisiaj. W Resident Evil fascynuje mnie właściwie wszystko. Uwielbiam ten gęsty klimat, wymagające zagadki i mroczną historię korporacji Umbrella. Posterunek policji RPD to zdecydowanie moje ulubione miejsce, a Leon S. Kennedy jest postacią, której kibicuję najbardziej. Bardzo cenię też postać Alberta Weskera, bo to świetnie wykreowany antagonista. Moją ulubioną częścią niezmiennie pozostaje Resident Evil 2 i to zarówno w klasycznej wersji, jak i w formie remake’u.
Izina
Moja znajomość z serią zaczęła się od nudy. Były wakacje, ja byłam w gimbazie i byłam tak znudzona brakiem czegokolwiek w okolicy (plusy i minusy mieszkania na przedmieściach zbudowanych tylko z osiedli i domków jednorodzinnych) oraz ograniczoną ilością gier, które miałam na moim biednym słabym laptopie, że zmusiło mnie to do kombinowania. Uznałam, że chcę troszkę bardziej poznać historię mojego ulubionego hobby - gier komputerowych. Odpaliłam więc pierwszą lepszą listę „TOP 100 NAJWAŻNIEJSZYCH GIER”, która pewnie już nawet nie istnieje w necie, i zaczęłam ją skanować. Numer na liście, tytuł gry, jej rodzaj. W tamtych czasach przede wszystkim lubowałam się w strategiach i grach akcji. Strasznie dziwnie więc wyglądał dla mnie zlepek słów, który znajdował się gdzieś w Top 10 listy: „Resident Evil” i obok „survival horror”. Cóż to mogło być? Już większy sens miało dla mnie „Silent Hill” ze swoim „psychological horror”, horror miał w końcu ryć banię! Po szybkim sprawdzeniu Wikipedii dowiedziałam się, że ta dziwna mała seria jest o rok starsza ode mnie, ma bardzo dziwne filmy z tą jedną zabawną aktorką z „Piątego Elementu” i składa się z wieeeeeelu gier. Była więc idealnym kandydatem na obejrzenie jakiś Let’s Play’i i zabicia czasu! I po tym już się wszystko samo potoczyło. Zaraziłam bakcylem koleżankę, więc po powrocie z wakacji całe przerwy spędzałyśmy, gadając o różnych częściach serii i ulubionych postaciach. Ogrywałyśmy razem RE5, które było dołączone do jednego wydania CD-Action, wrzeszcząc na siebie, że „szykuj się na QTE, bo cutscenka!”. Farmiłyśmy skillpointy w RE6 w trybie Mercenaries No Hope na mapie w Katakumbach, ponieważ dosłownie całą rundę można było przeleżeć pod ostrzami i wszyscy przeciwnicy sami się zabijali. W międzyczasie poznałam Kamila i poprzez niego dowiedziałam się o Revilu oraz polskiej społeczności fanów RE, jaką budowali. Wciąż trochę pamiętam, jak wyglądało to stare forum i jaka byłam dumna z siebie, jak opublikowaliście na nim przetłumaczony przeze mnie pierwszy rozdział „Resident Evil Code: Veronica” od S.D. Perry’ego (zgadnijcie, która gra w serii jest moją ulubioną ;) ). Mam już 29 lat i praktycznie połowę tego czasu spędziłam, lubiąc (czasem bardziej, czasem mniej) tą porąbaną i zabawną serię. Dzięki niej poznałam sporo fajnych osób, zaczęłam lepiej władać językiem angielskim oraz stworzyłam wiele wspomnień. Więc mam nadzieję, że ta szalona seria jeszcze na długo z nami zostanie oraz dalej będzie nas łączyć i zaskakiwać. „Nadworny Tłumacz Projektu Parasol” Izina
Revil
Trudno w kilku słowach opisać tak długą przygodę, ale wszystko zaczęło się przypadkiem od wersji demonstracyjnej Resident Evil 2. Kilkuminutowa rozgrywka wywołała u mnie wtedy autentyczną traumę, stąd dopiero trzecia część na poczciwym „szaraku” stała się moim prawdziwym progiem wejścia w to uniwersum. Pamiętam noce, gdy ojciec mierzył się z koszmarem Raccoon City, a ja, przyczajony w przedpokoju, z fascynacją zerkałem na ekran telewizora. Charakterystyczne jęki zombie i wszechobecna brutalność budziły strach, ale magnetyczny klimat i przepiękna Jill Valentine przyciągnęły mnie do gry na stałe. Z czasem ciekawość wygrała z lękiem, prowadząc mnie przez kolejne zakamarki miasta. Cieszyłem się z każdego małego sukcesu: znalezionego przedmiotu, rozwiązanej zagadki czy przejścia do nowej dzielnicy. Przez brak karty pamięci każde podejście do gry było niemal nową przygodą, którą trzeba było zaczynać od początku. Mógłbym tak wspominać jeszcze długo, ale niesamowite jest to, jak coś, co kiedyś mnie paraliżowało, stało się dziś moją wielką pasją. Zarówno sama seria, jak i nasza inicjatywa Projekt Parasol to już ważna część mojego życia. Życzę sobie i Wam, aby marka dalej się rozwijała, dostarczając nam kolejnych, równie silnych wspomnień.
M. Ulfik
U mnie zaczęło się od klasyki, czyli jedynki odpalanej na szaraku. Od razu złapałem bakcyla na ten ciężki i survivalowy klimat. Ogólnie całą serię cenię za to, że twórcy nie boją się eksperymentować z gameplayem. Wiadomo, wychodzi im to czasem lepiej, a czasem gorzej, ale przynajmniej ciągle próbują. Do tego dochodzi lore, które fajnie rozrasta się z każdą kolejną częścią i naprawdę dobrze napisane postacie. Jeśli miałbym wybrać jedną ulubioną odsłonę, to bez wahania wskazuję na Code: Veronica. To dla mnie kwintesencja staroszkolnego RE. Gęsty klimat i świetna historia robią robotę do dziś. Szczególnie dobrze siadł mi pokręcony wątek rodzeństwa Ashfordów, no i oczywiście Claire w roli głównej. Na sam koniec wielkie dzięki dla pozostałych członków ekipy Projektu Parasol. Odwalacie lwią część roboty i bez was nie byłbym w tym miejscu. Fajnie, że możemy razem świętować to 30-lecie!
Arsyn
Swoją przygodę z tą serią zacząłem jeszcze jako małolat. Pamiętam, jak tata pokazał mi Resident Evil 3 Nemesis. To był dla mnie wtedy zupełnie obcy tytuł i przyznam szczerze, że zwykłe zombie budziły we mnie taki lęk, że ta pierwsza sesja nie trwała zbyt długo. Dopiero kilka lat później, przy okazji premiery Resident Evil 6, zacząłem mocniej wchodzić w ten świat. Wtedy połączyłem kropki i dotarło do mnie, że przecież już kiedyś miałem styczność z tym uniwersum. Z czasem wróciłem do części, która za dzieciaka mnie przerosła, i tym razem udało mi się ją przejść. W Resident Evil najbardziej cenię eksplorację. Twórcy wrzucają nas do wielkiej piaskownicy, w której łatwo się zgubić, a konieczność wracania do odwiedzonych już miejsc jest świetnie przemyślana, zwłaszcza w tych klasycznych odsłonach. Moją ulubioną częścią pozostaje Resident Evil 2 i to zarówno oryginał, jak i remake, a postacią, którą lubię najbardziej, jest Claire.
Kamil
W Resident Evil wkręcił mnie brat. Pamiętam, jak przesiadywałem obok niego, kiedy przechodził „trójkę” na pierwszym PlayStation. Ściskałem poduszkę i gapiłem się w ekran, gdy przemierzał ulice Raccoon City. Ta gra wywołała u mnie potężne emocje, choć na początku był to po prostu czysty strach. Przez kilka lat bałem się nawet samej nazwy serii. Z czasem jednak ten lęk zamienił się w pasję, która trzyma mnie do dzisiaj. Właśnie dlatego Resident Evil 3: Nemesis jest moją ulubioną częścią, mimo że Resident Evil 2 w oryginale i w formie remake’u też jest mi bardzo bliski. Cenię jednak każdą odsłonę serii i w każdej potrafię znaleźć to, za co ją pokochałem. Nieważne, czy to Resident Evil 7, Resident Evil Village, Resident Evil Revelations czy najnowszy Resident Evil Requiem. Uwielbiam tę markę za to, że potrafi łączyć pokolenia. Minęło trzydzieści lat, a ona wciąż jest na topie i ma niesamowite wsparcie fanów. Resident Evil po prostu nas jednoczy, bez względu na to, czy wolimy gry, czy filmy, i czy mamy lat dwadzieścia, czy sześćdziesiąt. To coś większego, co nas ze sobą wiąże. Fajnie, że mogę świętować tę 30. rocznicę razem z Wami!




Komentarze